Agencja eventowa czy in-house? Kalkulator kosztów dla firm 50–500 osób

Natalia Wróblewska
Natalia Wróblewska Event & Media Producer
27 sierpnia 2026 25 min czytania 4,820 słów

Agencja eventowa czy in-house — co realnie wychodzi taniej?

Dla firmy zatrudniającej od pięćdziesięciu do pięciuset osób różnica w gotówce między eventem zrobionym samodzielnie a zleconym agencji wynosi zwykle od minus 8% do plus 12% całkowitego kosztu — czyli mieści się w granicy błędu typowego budżetu. Powód jest arytmetyczny: agencja dolicza fee koordynacyjne w wysokości 10–18% wartości podwykonawców, ale kupuje te same usługi o 12–25% taniej niż firma, która zamawia je raz w roku. Te dwie wielkości w dużej mierze się znoszą. Prawdziwa różnica leży gdzie indziej: w liczbie godzin, które zespół wewnętrzny musi wyjąć ze swojej normalnej pracy. Konferencja dla 150 osób pochłania po stronie organizatora 180–260 roboczogodzin, a przy pełnym koszcie godziny specjalisty rzędu 90–150 zł daje to 16 000–39 000 zł ukryte w wynagrodzeniach, których nie widać na żadnej fakturze. Dopiero po dopisaniu tej pozycji porównanie zaczyna cokolwiek znaczyć.

Poniższa tabela zestawia trzy typowe skale. Kolumna „gotówka" to wydatki wychodzące z firmy na zewnątrz, kolumna „czas zespołu" to godziny przeliczone na pełny koszt pracodawcy, a ostatnia kolumna pokazuje wynik po zsumowaniu obu.

Event własnymi siłami a event przez agencję — porównanie pełnego kosztu, Polska 2026 (netto)
Skala i format In-house: gotówka In-house: czas zespołu Agencja: gotówka Różnica pełnego kosztu
Szkolenie zamknięte, 50 osób, 1 dzień 28 000–42 000 zł 6 000–11 000 zł 33 000–47 000 zł in-house taniej o 3–10%
Konferencja, 150 osób, 1 dzień + wieczór 105 000–160 000 zł 16 000–39 000 zł 115 000–175 000 zł wynik zbliżony, ±5%
Konferencja z galą, 500 osób, 2 dni 380 000–620 000 zł 55 000–110 000 zł 390 000–640 000 zł agencja taniej o 5–14%

Skąd te liczby i na ile są wiążące. Wszystkie kwoty w tym artykule to szacunkowe widełki rynkowe dla Polski w 2026 roku, podane po to, żeby dało się zaplanować budżet i rozmawiać z wykonawcą konkretami. Nie są cennikiem ani ofertą. Realne porównanie zawsze różni się od tabeli, bo zależy od rzeczy, których nie da się ująć w widełkach: doświadczenia osób, które w firmie robiłyby event, wysokości wynagrodzeń w konkretnym dziale, miasta, terminu w sezonie, tego czy firma ma już podpisane umowy ramowe z hotelami, oraz zakresu, który naprawdę zostałby zlecony na zewnątrz. Dwie firmy tej samej wielkości potrafią wyjść z tego rachunku z przeciwnymi wnioskami i obie liczą poprawnie.

Widać w tabeli jedną zależność: im większa skala, tym mocniej przechyla się w stronę zewnętrznego wykonawcy. Nie dlatego, że agencja tanieje — jej fee rośnie proporcjonalnie do budżetu. Dlatego, że liczba godzin po stronie organizatora rośnie szybciej niż liczba uczestników. Przy pięciuset osobach pojawiają się rzeczy, które przy pięćdziesięciu nie istnieją: rejestracja z listami zmiennymi, logistyka noclegów w trzech hotelach, plan ewakuacji uzgadniany z obiektem, koordynacja czterech ekip technicznych na jednym montażu. Każda z tych rzeczy to kilkanaście do kilkudziesięciu godzin czyjejś pracy. Jeśli chcesz zobaczyć to samo zagadnienie od strony kryteriów jakościowych, a nie arytmetyki, przydatny będzie tekst o tym, czy agencja eventowa czy organizacja we własnym zakresie się opłaca — ten artykuł skupia się wyłącznie na liczbach.

Zanim przejdziemy do metody, jedno zastrzeżenie o charakterze porównania. Agencja i zespół wewnętrzny nie kupują tego samego. Firma kupuje salę, catering i technikę. Agencja eventowa sprzedaje dodatkowo czas swoich ludzi, doświadczenie z kilkudziesięciu podobnych realizacji w roku i odpowiedzialność kontraktową za rezultat. Porównywanie samej faktury do samej faktury pomija dokładnie tę część, za którą się płaci.

Dlaczego typowe porównanie wychodzi fałszywie

Rachunek, który zwykle trafia na spotkanie zarządu, wygląda tak: oferta agencji opiewa na 140 000 zł, a suma ofert od hotelu, cateringu i firmy technicznej wynosi 118 000 zł, więc in-house jest tańsze o 22 000 zł. Ten rachunek jest błędny w trzech niezależnych miejscach naraz.

Błąd pierwszy: czas zespołu wyceniony na zero

Godziny, które marketing i HR poświęcą na organizację, nie pojawiają się w żadnym zestawieniu, bo wynagrodzenia i tak są wypłacane. To jest klasyczny koszt alternatywny: te osoby nie przestają kosztować firmy, tylko przestają robić to, do czego zostały zatrudnione. Specjalista ds. marketingu, który przez sześć tygodni przed konferencją oddaje jej 40% swojego czasu, przez sześć tygodni nie prowadzi kampanii. Jeżeli ta kampania generowała miesięcznie leady o wartości pipeline'u 200 000 zł, koszt eventu nie wynosi zero, tylko jest bardzo konkretny i zwykle wyższy od fee agencji.

Błąd drugi: porównywanie różnych zakresów

Oferta agencji na 140 000 zł zwykle zawiera koordynację, scenariusz minutowy, projekt graficzny, nadzór nad montażem i obecność koordynatora przez cały event. Suma ofert podwykonawców na 118 000 zł nie zawiera żadnej z tych rzeczy — bo hotel nie sprzedaje scenariusza, a firma techniczna nie sprzedaje projektu grafik. Po dołożeniu grafika z zewnątrz (3 000–8 000 zł za komplet materiałów na konferencję), fotografa i osoby prowadzącej rejestrację, różnica 22 000 zł kurczy się do kilku tysięcy jeszcze przed policzeniem czyjejkolwiek godziny.

Błąd trzeci: brak wyceny ryzyka

Przy modelu in-house firma sama jest generalnym wykonawcą. Jeśli firma techniczna nie dowiezie ekranu, nie ma nikogo, kto ma umowny obowiązek to naprawić — jest tylko kara umowna do wyegzekwowania po fakcie i konferencja bez ekranu. Agencja pracująca na kilkudziesięciu realizacjach rocznie ma podwykonawców zapasowych i wozi sprzęt w nadmiarze rzędu 10–15%. Ta różnica nie ma ceny w ofercie, ale ma cenę w scenariuszu awaryjnym i trzeba ją wpisać do arkusza jako świadomy szacunek, a nie zostawić jako zero.

Metoda liczenia: siedem pozycji, które muszą znaleźć się w arkuszu

Poniżej opisana jest metoda, którą planujemy udostępnić jako interaktywny kalkulator. Do czasu jego publikacji ten sam rachunek da się zrobić w arkuszu w kilkanaście minut — potrzebne są tylko dwie tabele z dalszej części tekstu i siedem pozycji wypisanych niżej. Kolejność ma znaczenie, bo pozycje od czwartej wzwyż liczy się od wartości pozycji wcześniejszych.

Pozycja 1. Zakupy zewnętrzne (baza)

Suma wszystkiego, co i tak trzeba kupić na zewnątrz niezależnie od modelu: sala, catering, technika, nocleg, transport, materiały drukowane, honoraria. To jedyna pozycja identyczna w obu wariantach — z zastrzeżeniem z pozycji piątej. Dla porządku warto ją rozbić na dwie podgrupy: koszty skalujące się z liczbą uczestników (catering, identyfikatory, nocleg) i koszty stałe niezależne od frekwencji (scena, nagłośnienie, ekran, honorarium prowadzącego). Ta druga grupa decyduje o tym, dlaczego event dla 60 osób bywa w przeliczeniu na osobę dwukrotnie droższy od eventu dla 200 osób.

Pozycja 2. Godziny zespołu wewnętrznego

Liczba roboczogodzin z podziałem na role, przemnożona przez pełny koszt godziny pracodawcy — nie przez stawkę brutto z umowy. Normy czasu podaje tabela w sekcji o godzinach, stawki — tabela wcześniejsza. Tę pozycję wpisuje się do wariantu in-house w pełnej wysokości, a do wariantu agencyjnego w wysokości 20–30%, bo koordynacja po stronie klienta nie znika: ktoś musi zatwierdzać, dostarczać treści i decydować.

Pozycja 3. Koszt alternatywny wybranych osób

Dotyczy wyłącznie ról, których praca ma bezpośrednie przełożenie na przychód — handlowców, marketingu produktowego, key account managerów. Dla działów wsparcia tę pozycję zostawia się pustą, żeby nie liczyć tego samego dwa razy. Praktyczna reguła: jeśli osoba ma cel sprzedażowy lub odpowiada za lejek, licz koszt alternatywny; jeśli nie ma, wystarczy pozycja druga.

Pozycja 4. Wynagrodzenie agencji

Na rynku funkcjonują trzy modele i warto wiedzieć, który dostajesz. Fee procentowe to 10–18% wartości zakupionych usług, przy dużych budżetach schodzące do 7–10%. Ryczałt projektowy to 15 000–60 000 zł dla wydarzeń w skali opisanej w tym tekście, niezależnie od tego, jak urośnie budżet zakupowy. Model godzinowy to 150–350 zł za godzinę pracy koordynatora, rozliczany z raportu. Trzeci model jest najuczciwszy przy projektach o niepewnym zakresie i najmniej lubiany przez obie strony, bo wymaga dyscypliny w raportowaniu.

Pozycja 5. Efekt zakupowy — na minus po stronie agencji

To pozycja, o której najczęściej się zapomina, a która potrafi zjeść całe fee. Agencja realizująca kilkadziesiąt wydarzeń rocznie kupuje u tych samych dostawców w stawkach niedostępnych dla klienta jednorazowego: technika 15–25% taniej, sale w hotelach sieciowych 10–20% taniej przy umowach ramowych, druk wielkoformatowy 20–30% taniej przy zbiorczych zleceniach. Przy budżecie zakupowym 300 000 zł oszczędność rzędu 15% to 45 000 zł — więcej niż fee w wysokości 12%, czyli 36 000 zł. Ta pozycja jest jedynym miejscem w całym rachunku, w którym agencja może wyjść tańsza w samej gotówce, i dlatego warto zapytać wprost, czy agencja pracuje na cenach netto od podwykonawców, czy dolicza własną marżę do ich stawek katalogowych.

Pozycja 6. Ryzyko i scenariusz awaryjny

Wycena wartości oczekiwanej problemów: prawdopodobieństwo razy koszt. Nie trzeba tu precyzji aktuarialnej, wystarczy uczciwe oszacowanie. Typowe pozycje to wypadnięcie prelegenta (5–10% szans, koszt 3 000–15 000 zł na zastępstwo lub przemontowanie agendy), awaria sprzętu bez zapasu (3–8% szans, koszt od kilku tysięcy do wartości całego bloku programowego), zmiana liczby uczestników po terminie gwarancji cateringowej (20–30% szans, koszt 5–15% budżetu gastronomicznego).

Pozycja 7. Koszty ukryte modelu in-house

Wyjazdy na wizje lokalne (2–4 przejazdy po 200–600 zł przy obiekcie poza miastem), nadgodziny w dniu wydarzenia i w dniu montażu, licencje na oprogramowanie do rejestracji uczestników (400–2 500 zł za wydarzenie), koszt rekrutacji i przeszkolenia hostess, jeśli firma robi to sama. Suma tej pozycji dla konferencji na 150 osób wynosi zwykle 4 000–12 000 zł i w żadnym zestawieniu ofertowym nie występuje, bo nie jest zakupem — jest rozproszona po kilku kategoriach kosztowych.

Metodycznie jest to zwykły rachunek całkowitego kosztu posiadania przeniesiony z zakupów IT na projekt eventowy: liczy się nie cenę wejściową, tylko wszystko, co dana decyzja wywoła w organizacji przez cały cykl życia projektu.

Tabela mnożników — jak przeliczyć bazę na swój przypadek

Punkt wyjścia dla obu wariantów jest ten sam: stawka bazowa na uczestnika dla jednodniowej konferencji w mieście wojewódzkim, z salą, cateringiem, podstawową techniką i materiałami, wynosi 600–950 zł netto. Od tej liczby zaczyna się liczenie, a mnożniki z tabeli poniżej przekładają ją na konkretny format. Mnożniki nakłada się kolejno, przez mnożenie, a nie dodawanie procentów.

Mnożniki do przeliczenia stawki bazowej na uczestnika — metoda kalkulatora
Zmienna Wartość Mnożnik Co go napędza
FormatSzkolenie / warsztat×0,70Brak sceny, prostsza technika, catering przerwowy
Konferencja jednodniowa×1,00Punkt odniesienia
Konferencja z częścią wieczorną×1,45Druga sala, kolacja, oprawa artystyczna, dłuższa doba techniki
Wyjazd dwudniowy z noclegiem×2,10Nocleg, transport, druga doba wszystkich pozycji
MiastoWarszawa×1,15Stawki sal i cateringu, najmniejsza dostępność terminów
Inne miasto wojewódzkie×1,00Punkt odniesienia
Obiekt poza aglomeracją×0,88, ale +transportTańsza sala, droższy dojazd ekip i uczestników
TerminWrzesień–grudzień, pt./sob.×1,12Szczyt sezonu, 45–55% wydarzeń w roku
Styczeń–marzec, dzień roboczy×0,90Wolne magazyny i sale, chętniej negocjowane stawki
Poziom oprawyPodstawowy: ekran, mikrofony, światło robocze×0,80Jedna ekipa, montaż w dniu wydarzenia
Standard: scena, kratownica, realizator×1,00Punkt odniesienia
Podwyższony: ekran LED, scenografia, reżyseria×1,50Dzień montażowy, więcej ludzi, konstrukcje
TrybWyłącznie stacjonarny×1,00Punkt odniesienia
Hybrydowy z transmisją×1,18Reżyserka, kamery, platforma, osobny operator

Przykład rachunku. Konferencja z częścią wieczorną dla 150 osób w Warszawie, w listopadzie, w standardzie oprawy, bez transmisji: 780 zł bazy × 1,45 × 1,15 × 1,12 × 1,00 = około 1 456 zł na osobę, czyli 218 000 zł budżetu zakupowego. To liczba wyższa od widełek z pierwszej tabeli, bo pierwsza tabela zakładała miasto wojewódzkie inne niż Warszawa i termin poza szczytem — i dokładnie o to w tej metodzie chodzi: żeby zobaczyć, które trzy decyzje podniosły budżet o 40%, zanim ktokolwiek wyśle zapytanie ofertowe.

Ile realnie kosztuje godzina pracy Twojego zespołu

Najczęstszy błąd w tym miejscu to dzielenie wynagrodzenia brutto przez 168 godzin miesięcznie. To zaniża wynik o 35–50%, bo pomija składki po stronie pracodawcy, urlopy, zwolnienia oraz koszty stanowiska pracy. Pełny koszt godziny liczy się inaczej: całkowity roczny koszt pracodawcy dzieli się przez liczbę godzin realnie przepracowanych, czyli około 1 650–1 700 w roku po odliczeniu urlopu wypoczynkowego, świąt i średniej absencji chorobowej.

Pełny koszt godziny pracy według roli — kwoty orientacyjne dla rynku polskiego 2026
Rola w projekcie eventowym Pełny koszt godziny Typowy udział w projekcie Co realnie robi
Dyrektor / członek zarządu260–450 zł4–10 hZatwierdzanie budżetu, decyzje o formacie, wystąpienie
Manager marketingu lub HR150–240 zł30–60 hKoncepcja, wybór dostawców, negocjacje, nadzór
Specjalista ds. marketingu90–150 zł60–120 hKomunikacja, materiały, rejestracja, kontakt z gośćmi
Asystent / office manager60–95 zł30–70 hLogistyka, zamówienia, listy, faktury
Grafik wewnętrzny95–160 zł15–35 hKey visual, prezentacje, oznakowanie, druki
Dział IT110–180 zł5–20 hRejestracja online, sprzęt, integracje z CRM
Handlowiec (koszt alternatywny)140–280 złzmienneZapraszanie klientów, obecność, follow-up

Do kolumny z kosztem godziny warto dopisać jedną poprawkę, której nie widać w tabeli: praca nad eventem rzadko jest ciągła. Rozdrobniona na dwudziestominutowe fragmenty między innymi zadaniami traci na wydajności — przy zadaniach wymagających kontekstu narzut na powrót do przerwanej pracy szacuje się na 15–25% czasu. To znaczy, że sto godzin wpisanych do arkusza w praktyce zajmuje 115–125 godzin kalendarzowych i rozlewa się po całym dziale.

Ile godzin zjada event — normy czasu według skali

Poniższe normy pochodzą z rozbicia projektu na sześć faz. Liczby dotyczą modelu in-house, w którym firma sama pełni rolę generalnego wykonawcy. Przy modelu agencyjnym te same fazy zajmują 20–30% podanego czasu, bo praca po stronie klienta sprowadza się do briefu, zatwierdzeń i dostarczania treści.

Roboczogodziny po stronie organizatora według fazy i skali wydarzenia
Faza projektu 50 osób 150 osób 500 osób
Koncepcja, cel, brief wewnętrzny6–10 h12–20 h25–40 h
Wybór obiektu, wizje lokalne, negocjacje8–14 h20–35 h40–70 h
Zapytania ofertowe i wybór podwykonawców10–18 h30–50 h60–100 h
Produkcja: agenda, materiały, komunikacja, rejestracja18–30 h55–90 h110–180 h
Dzień montażu i dzień wydarzenia14–20 h40–55 h90–140 h
Rozliczenie, faktury, podsumowanie, ankiety4–8 h10–18 h25–45 h
Razem60–100 h180–260 h350–575 h

Warto zwrócić uwagę na proporcje między wierszami, bo one mówią więcej niż suma. Faza zapytań ofertowych i faza produkcji to razem 45–50% całego czasu w każdej skali i to one najmocniej rosną wraz z liczbą uczestników. Faza dnia wydarzenia jest krótsza, ale najbardziej intensywna: przy pięciuset osobach oznacza dwie doby, w których cztery do sześciu osób z firmy nie robi nic innego. Ostatni wiersz — rozliczenie — jest regularnie pomijany w planowaniu, choć potrafi zająć tydzień pracy asystenta przy kilkudziesięciu fakturach od różnych podwykonawców. W modelu agencyjnym ta pozycja spada praktycznie do jednej faktury zbiorczej i to jest oszczędność, którą łatwo policzyć.

Trzy przypadki policzone do końca

Szkolenie zamknięte dla 50 osób — in-house wygrywa

Jednodniowe szkolenie w sali hotelowej, prosta technika, catering przerwowy i lunch. Zakupy zewnętrzne: 34 000 zł. Godziny zespołu: 80 h w mieszance ról, średni koszt 105 zł, czyli 8 400 zł. Koszt alternatywny: zero, bo pracuje HR. Ryzyko: 1 500 zł. Koszty ukryte: 1 800 zł. Pełny koszt in-house: około 45 700 zł.

Wariant agencyjny: te same zakupy o 12% taniej, czyli 29 900 zł, fee 15% od tej kwoty, czyli 4 485 zł, godziny zespołu skrócone do 22 h, czyli 2 300 zł. Razem około 36 700 zł — ale to porównanie jest mylące, bo przy tej skali większość agencji w ogóle nie zaproponuje fee procentowego, tylko ryczałt rzędu 12 000–18 000 zł, co wywindowałoby całość do 44 000–50 000 zł. Wniosek praktyczny: przy jednym dniu i pięćdziesięciu osobach agencja rzadko ma czym wygrać, bo jej koszt stały nie skaluje się w dół poniżej pewnego progu. Jeżeli firma robi takie szkolenia cyklicznie, wewnętrzna rutyna jest tu wprost tańsza.

Konferencja dla 150 osób z częścią wieczorną — remis rozstrzygany jakością

Zakupy zewnętrzne w modelu in-house: 138 000 zł. Godziny: 220 h przy średnim koszcie 118 zł, czyli 25 960 zł. Koszt alternatywny dwóch handlowców zapraszających klientów: 6 000 zł. Ryzyko: 7 000 zł. Koszty ukryte: 8 000 zł. Pełny koszt in-house: około 184 960 zł.

Wariant agencyjny: zakupy 138 000 zł minus efekt zakupowy 14%, czyli 118 700 zł. Fee 13%: 15 430 zł. Godziny zespołu 60 h: 7 080 zł. Koszt alternatywny bez zmian: 6 000 zł. Ryzyko obniżone do 3 000 zł, bo odpowiedzialność jest kontraktowa. Razem około 150 200 zł. Różnica na korzyść agencji wynosi tu blisko 35 000 zł, ale niemal cała siedzi w dwóch pozycjach: efekcie zakupowym i skróconych godzinach. Jeśli firma ma własną umowę ramową z hotelem i doświadczonego koordynatora, obie pozycje topnieją i wynik wraca do remisu. To jest właśnie ten przedział skali, w którym decyzja powinna zapadać na podstawie kompetencji konkretnych ludzi, a nie tabelki.

Konferencja z galą dla 500 osób przez dwa dni — agencja wygrywa

Zakupy zewnętrzne: 480 000 zł. Godziny: 460 h przy średnim koszcie 125 zł, czyli 57 500 zł. Koszt alternatywny: 15 000 zł. Ryzyko: 28 000 zł, bo skala pomyłek rośnie nieliniowo. Koszty ukryte: 22 000 zł. Pełny koszt in-house: około 602 500 zł.

Wariant agencyjny: zakupy z efektem 16% to 403 200 zł, fee 10% to 40 320 zł, godziny zespołu 120 h to 15 000 zł, koszt alternatywny 15 000 zł, ryzyko 10 000 zł. Razem około 483 500 zł. Różnica przekracza 100 000 zł. Powód jest strukturalny: przy tej skali firma musiałaby zatrudnić na kilka miesięcy pełnoetatowego project managera, a nie ma jak — więc obciąża pracą osoby, które mają inne obowiązki, i płaci za to podwójnie: w godzinach i w niedokończonych zadaniach własnych. Przy dwóch takich wydarzeniach rocznie ta różnica finansuje sensownie płatny etat, i to jest jedyny moment, w którym budowanie działu eventowego wewnątrz firmy zaczyna się bronić rachunkiem.

Model hybrydowy — co zostawić u siebie, a co oddać

Podział zerojedynkowy występuje rzadko. W praktyce większość firm 50–500 osób pracuje w modelu mieszanym i to on daje najlepszy stosunek kosztu do wyniku. Kryterium podziału jest jedno: wewnątrz zostaje to, co wymaga wiedzy o firmie, na zewnątrz idzie to, co wymaga wiedzy o rynku i sprzętu w magazynie.

  • Zostaje w firmie: cel biznesowy wydarzenia i mierniki, lista gości i relacje z nimi, treść merytoryczna agendy, dobór prelegentów wewnętrznych, komunikacja wewnętrzna, decyzje o budżecie, zatwierdzanie materiałów pod kątem identyfikacji wizualnej.
  • Idzie na zewnątrz: negocjacje z obiektami, produkcja techniczna, scenariusz minutowy i reżyseria, obsługa w dniu wydarzenia, logistyka montaży, dokumentacja fotograficzna i wideo, rejestracja uczestników wraz z systemem.
  • Zależy od firmy: catering, jeśli istnieje wypracowana relacja z dostawcą; druk, jeśli firma ma umowę ramową z drukarnią; upominki, jeśli dział zakupów robi to regularnie.

Realna konsekwencja finansowa modelu hybrydowego: godziny zespołu spadają do 35–45% wartości z tabeli, a fee agencji liczy się od mniejszej bazy zakupowej, więc obniża się w liczbach bezwzględnych. Dla konferencji na 150 osób daje to zwykle pełny koszt o 4–9% niższy niż w wariancie w pełni zleconym, ale wymaga jednej rzeczy, której nie da się kupić: jednej osoby po stronie firmy z realnym mandatem decyzyjnym. Model hybrydowy bez takiej osoby zamienia się w podwójną koordynację i wychodzi drożej niż oba warianty czyste. Jeśli szukasz punktu wyjścia do rozmowy o zakresie, warto zacząć od tego, jak w praktyce dzieli się odpowiedzialność przy organizacji eventów zlecanych częściowo.

Kiedy in-house wygrywa, a kiedy agencja — reguły decyzyjne

Zamiast intuicji, pięć progów, które da się sprawdzić przed podjęciem decyzji.

  1. Próg częstotliwości. Firma robiąca 6 i więcej wydarzeń rocznie o powtarzalnym formacie buduje rutynę, która zbija czas o 30–40% wobec norm z tabeli. Poniżej 3 wydarzeń rocznie każdy projekt zaczyna się od zera i normy obowiązują w pełnej wysokości.
  2. Próg skali. Powyżej 250 uczestników albo powyżej 300 000 zł budżetu zakupowego liczba równoległych wątków przekracza możliwości osoby, która ma to robić obok swojej pracy. To nie jest kwestia kompetencji, tylko liczby jednoczesnych terminów do pilnowania.
  3. Próg techniczny. Jeśli w wydarzeniu pojawia się zawieszenie konstrukcji nad głowami ludzi, transmisja na żywo lub scenografia z ekranem LED, potrzebny jest ktoś, kto umie te trzy rzeczy zsynchronizować w jednym harmonogramie montażu. Bez tego montaże wchodzą sobie w drogę i traci się pół dnia.
  4. Próg ryzyka reputacyjnego. Wydarzenie z udziałem klientów, mediów lub zarządu spółki giełdowej ma inny koszt porażki niż spotkanie wewnętrzne. Przy takim profilu odpowiedzialność kontraktowa wykonawcy jest wartością samą w sobie, niezależnie od arytmetyki.
  5. Próg kadrowy. Jeśli osoba, która miałaby prowadzić event, ma w kwartale własny cel, którego niewykonanie kosztuje więcej niż fee agencji — decyzja jest już podjęta, tylko nikt jej jeszcze nie zapisał.

Osobno warto odnotować argument, który pojawia się w każdej takiej dyskusji i zwykle jest fałszywy: „zrobimy to sami, bo nikt nie zna naszej firmy lepiej niż my". To prawda co do treści i celu wydarzenia — i dlatego te dwie rzeczy zostają wewnątrz w każdym sensownym modelu. Nie jest to natomiast argument w sprawie logistyki, techniki ani negocjacji z obiektem, bo tam liczy się znajomość rynku, a nie znajomość firmy. Klasyczna literatura o outsourcingu nazywa to rozróżnieniem między kompetencją kluczową a funkcją wspierającą i w przypadku eventów jest ono wyjątkowo czytelne.

Ryzyko i odpowiedzialność — pozycja, której nie ma w arkuszu

Model in-house przenosi na firmę cztery obowiązki, które w modelu agencyjnym są po stronie wykonawcy. Żaden z nich nie ma osobnej ceny, ale każdy ma konsekwencje.

Odpowiedzialność za bezpieczeństwo uczestników. Konstrukcje sceniczne, podesty, zawieszenia i instalacje elektryczne wymagają dokumentacji, odbiorów i uprawnień. Gdy generalnym wykonawcą jest firma, to ona odpowiada za skompletowanie tych dokumentów od podwykonawców i za ich zgodność. Przy wydarzeniach przekraczających progi z ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych dochodzi cała procedura zgłoszeniowa — i to jest moment, w którym nieprzygotowany organizator traci nie pieniądze, tylko termin.

Prawa do muzyki i materiałów. Publiczne odtwarzanie utworów na wydarzeniu firmowym wiąże się z obowiązkami wobec organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, wynikającymi z ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Wysokość opłat wynika z zatwierdzonych tabel wynagrodzeń i zależy od charakteru wydarzenia, więc konkretną stawkę trzeba ustalić bezpośrednio z właściwą organizacją, a nie szacować. To samo dotyczy praw do zdjęć i nagrań z wydarzenia — zakres licencji powinien być zapisany w umowie z fotografem i ekipą filmową, bo domyślnie firma kupuje jedno użycie, a nie wszystkie.

Dane osobowe uczestników. Rejestracja, lista obecności, zdjęcia i transmisja to przetwarzanie danych osobowych. Przy modelu in-house firma jest administratorem i musi mieć podstawę przetwarzania, informację dla uczestników i umowy powierzenia z każdym dostawcą, który tych danych dotknie — z operatorem systemu rejestracji na czele. Przy modelu zleconym część tych obowiązków przechodzi na przetwarzającego, ale tylko wtedy, gdy umowa powierzenia faktycznie została podpisana. To jedna z rzeczy, które warto sprawdzić na etapie oferty, a nie tydzień przed wydarzeniem.

Ubezpieczenie. Polisa OC organizatora dla wydarzenia na 150–500 osób to koszt rzędu 400–2 000 zł, w zależności od sumy gwarancyjnej i charakteru atrakcji. Agencje zwykle mają polisę roczną obejmującą wszystkie realizacje, więc pozycja znika z budżetu klienta. Przy modelu in-house trzeba ją dopisać — i przede wszystkim trzeba pamiętać, że istnieje.

Jak porównać ofertę agencji z własnym kosztorysem

Żeby porównanie miało sens, obie strony muszą być wycenione w tej samej strukturze. Praktyczna procedura na cztery kroki:

  1. Zrób najpierw własny kosztorys, potem wyślij zapytanie. Odwrotna kolejność sprawia, że oferta agencji staje się punktem odniesienia i nieświadomie kopiujesz jej strukturę zakresu. Własny kosztorys zrobiony wcześniej pokazuje, czego w ofercie brakuje albo co jest w niej ponad potrzebę.
  2. Zażądaj rozbicia na fee i zakupy. Oferta w jednej kwocie uniemożliwia policzenie efektu zakupowego. Rozbicie pozwala sprawdzić, czy stawki podwykonawców w ofercie są niższe od tych, które sam dostałeś — a jeśli nie są, fee nie ma z czego się zwrócić.
  3. Policz godziny po obu stronach i zapisz je w tym samym arkuszu. Nawet szacunkowo. Kolumna z godzinami umieszczona obok kolumny z fakturami zmienia dyskusję z „agencja jest droga" na „agencja kosztuje tyle, ile dwa i pół miesiąca pracy specjalisty".
  4. Sprawdź, co dzieje się przy zmianie zakresu. Liczba uczestników prawie nigdy nie zgadza się z założeniem. Zapytaj, jak zmienia się fee przy wzroście budżetu o 20% i przy jego spadku o 20%. Odpowiedź „przeliczymy" oznacza, że przy wzroście przeliczą, a przy spadku niekoniecznie.

Ostatnia uwaga o mierzeniu efektu. Cały ten rachunek dotyczy kosztu, a koszt jest tylko jedną stroną równania. Drugą jest to, czy wydarzenie zrobiło to, po co je zorganizowano — i tę stronę mierzy się liczbą spotkań handlowych umówionych po konferencji, rotacją zespołu po evencie integracyjnym albo liczbą leadów z formularza rejestracyjnego. Wydarzenie tańsze o 30 000 zł, które nie wygenerowało żadnego z tych efektów, jest droższe od każdej alternatywy, a rzetelnie policzony zwrot z inwestycji wymaga zdefiniowania miernika przed wydarzeniem, nie po nim.

Najczęstsze pytania

Ile bierze agencja eventowa za koordynację?

Na polskim rynku funkcjonują trzy modele: fee procentowe w wysokości 10–18% wartości zakupionych usług (przy budżetach powyżej 500 000 zł schodzące do 7–10%), ryczałt projektowy 15 000–60 000 zł dla skali opisanej w tym artykule, oraz rozliczenie godzinowe 150–350 zł za godzinę koordynatora. Modelu warto zapytać wprost na etapie zapytania ofertowego, bo przy tej samej kwocie końcowej zupełnie inaczej zachowują się one przy zmianie zakresu projektu.

Czy agencja naprawdę kupuje taniej niż my?

Zwykle tak, i da się to sprawdzić w jeden sposób: poprosić o rozbicie oferty na stawki podwykonawców i porównać je z własnymi zapytaniami. Typowa różnica to 15–25% na technice, 10–20% na salach w hotelach sieciowych i 20–30% na druku. Źródłem nie jest magia negocjacyjna, tylko wolumen — dostawca, który dostaje od jednego kontrahenta kilkadziesiąt zleceń rocznie, kalkuluje inaczej niż przy jednorazowym zamówieniu. Jeśli rozbicie pokazuje stawki katalogowe, efekt zakupowy nie istnieje i fee trzeba uzasadnić czymś innym.

Ile godzin zajmuje zorganizowanie konferencji dla 150 osób?

W modelu in-house 180–260 roboczogodzin rozłożonych na 8–12 tygodni, z czego blisko połowa przypada na dwie fazy: zapytania ofertowe i produkcję materiałów. W modelu zleconym po stronie klienta zostaje 50–70 godzin, głównie na brief, zatwierdzenia i dostarczanie treści merytorycznych. Różnica około 160 godzin to równowartość miesiąca pracy jednej osoby — i to jest liczba, którą warto postawić obok fee agencji, zanim zapadnie decyzja.

Kiedy opłaca się zatrudnić event managera na etat?

Rachunek zamyka się przy 8–12 wydarzeniach rocznie albo przy dwóch dużych produkcjach powyżej 400 000 zł budżetu każda. Poniżej tego progu etat generuje koszt stały przez dwanaście miesięcy przy obłożeniu rzędu 40–60%, a jednocześnie nie rozwiązuje problemu dostępu do sprzętu i podwykonawców — event manager na etacie nadal musi kupować technikę na zewnątrz, tylko już bez wolumenu, który daje rabat. Częściej sensowna jest kombinacja: jedna osoba wewnątrz odpowiedzialna za cele i treść, produkcja zlecana na zewnątrz.

Jak policzyć koszt godziny pracownika do tego rachunku?

Weź całkowity roczny koszt pracodawcy — wynagrodzenie brutto, składki po stronie pracodawcy, benefity, koszt stanowiska pracy — i podziel przez około 1 650–1 700 godzin realnie przepracowanych w roku. Dzielenie przez 2 000 godzin albo przez 168 godzin miesięcznie zaniża wynik o 35–50%, bo pomija urlopy, święta i absencję. Dla specjalisty marketingu w firmie średniej wielkości wychodzi zwykle 90–150 zł za godzinę.

Czy model hybrydowy jest zawsze najlepszy?

Nie. Jest najtańszy w około 60% przypadków w tym przedziale wielkości firmy, ale wymaga jednego warunku: osoby po stronie klienta z realnym mandatem decyzyjnym i czasem na cotygodniowy kontakt z wykonawcą. Bez tego powstaje podwójna koordynacja — dwie osoby pilnują tego samego, żadna nie odpowiada za całość — i wychodzi drożej niż którykolwiek z wariantów czystych. Warunek jest łatwy do sprawdzenia z góry: jeśli nie wiadomo, kto z firmy będzie tą osobą, model hybrydowy nie zadziała.

Czy da się to policzyć bez arkusza?

Przybliżenie, które sprawdza się w rozmowie: weź budżet zakupowy, dolicz do wariantu in-house 12–18% jego wartości jako koszt godzin zespołu, a do wariantu agencyjnego 13% fee minus 15% efektu zakupowego. Przy budżecie 200 000 zł daje to odpowiednio około 230 000 zł i około 196 000 zł. To wystarczy, żeby zobaczyć kierunek. Do decyzji o budżecie powyżej 300 000 zł warto już policzyć pełne siedem pozycji, bo przy tej skali różnica między przybliżeniem a rachunkiem sięga kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Autor artykułu

Natalia Wróblewska

Natalia Wróblewska

Event & Media Producer

Absolwentka Zarządzania Kulturą na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz podyplomowych studiów z Produkcji Telewizyjnej i Filmowej na Uniwersytecie Warszawskim. Karierę zaczynała jako koordynatorka produkcji w TVN, gdzie przez trzy lata odpowiadała za realizację transmisji na żywo i eventów telewizyjnych.

Zweryfikowany ekspert w branży eventowej i AV

Powiązane artykuły